Wyleciała z hukiem

Wyleciała z hukiem – Podsumowanie kompromitującej dyrektury Moniki Strzępki w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

Pani Strzępka na początku stycznia wyleciała z hukiem ze stanowiska i pozostawiła po sobie gruzowisko. Udała jej się nie lada sztuka, żeby w jeden sezon totalnie zrujnować powierzony jej teatr.

 

Jakub Augustyn Maciejewski dokonał swoistego podsumowania jej rządów w tygodniku “Sieci”

 

 

 

Wyleciała z hukiem

 

 

 

 

Wyleciała z hukiem

Promowana przez rządzącą w polskim teatrze Spółdzielnię Teatralną, zwaną także Mafią Teatralną, Monika Strzępka, wygrała w budzącym duże wątpliwości, co do jego poprawności, konkursie na dyrektora. Czytałem wtedy jej tak zwany program i zrywałem boki ze śmiechu, że ten ideologiczny bełkot mógł zyskać aprobatę kogokolwiek trzeźwo myślącego o teatrze. Dawałem jej wtedy dwa sezony na rozmontowanie teatru. Jej udało się go zdemolować w jeden sezon.

 

 

Jakub Augustyn Maciejewski w swoim artykule p.t. “Koniec balu u Strzępki” pisze – Wielka wizjonerka, która chciała przeobrazić warszawski Teatr Dramatyczny w świątynię złotej waginy, wyleciała z hukiem z dyrektorskiego stanowiska, zwolniona przez tak postępowe i lewicowe władze Warszawy.

 

Potem zauważa – Jej wprowadzenie dwa lata temu do teatru było nie mniej spektakularne niż siłowe przejęcie polskich mediów… Wybrano nową gwiazdę feminizmu… W wywiadach Strzępka opowiadała, że jej „ciało domaga się apostazji” od Kościoła katolickiego, że wysokie budynki kojarzą jej się z fallusami, w gmachu teatru ustawiła „złotą waginę”, którą z czcią nazywała „wilgotną panią”.

 

PiSowski wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł zawiesił ją w pełnieniu obowiązków i namawiał do ponownego wyboru szefa placówki, lecz ludzie Trzaskowskiego stawiali na Strzępkę, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody – co od początku było do przewidzenia.

 

Maciejewski kontynuuje – Po dwóch latach plotek, intryg czy wręcz skandali, ale przede wszystkim osuwania się Teatru Dramatycznego po równi pochyłej, Strzępkę zdjęto z funkcji.

 

O dziwnych zajściach i atmosferze szaleństwa w teatrze było wiadomo już o wiele wcześniej, bo z Dramatycznego odchodzili najlepsi aktorzy. Adam Ferency, Modest Ruciński i inni uciekali gdzie tylko się dało.

 

Autor artykułu zwraca słuszną uwagę, że – Komentatorzy i krytycy teatralni jej to darowali, usprawiedliwiali, tłumaczyli jej wizjonerstwem, jej konsekwencją, Strzępkę nazywano „bezkompromisową” i to miało zamknąć dyskusję. „Dziwi cię ciągłe mówienie o waginach i fallusach? Widać jesteś polskim zaściankiem, który nie rozumie głębokiej sztuki”.

 

Nastąpiła zmiana modelu pracy pisze pan Maciejewski – W teatrze pojawiły się bliżej nieznane menedżerki bez dookreślonych zadań, stronnicy nowej dyrektor zostali nazwani „kolektywem”, jej biuro – „waginetem”.

 

Pani Strzępka kontynuowała swoją rewolucję zdejmując najlepsze tytuły wyprodukowane przez jej poprzednika na stołku dyrektorskim, Tadeusza Słobodzianka.

 

Autor artykułu o losach Strzępki pisze dalej – Aktorzy odpływali, ale odpływali też widzowie. Pod koniec roku Strzępka zapowiedziała redukcję teatru – zespół aktorski miał się zmniejszyć niemal o połowę… portal Onet ujawnił, że sama dyrektor zarabiała 18 tys. zł brutto, ale to nie jest jakaś zawrotna kwota jak na warszawskie standardy. Zapowiadane zwolnienia miały być wynikiem trudności finansowych, ale stołeczny ratusz byłoby stać na wsparcie swojej ulubienicy. Więc raczej nie finanse zaważyły na upadku Strzępki, lecz jej trudny charakter i zideologizowanie placówki na każdym kroku.

 

Pytani o Strzępkę nie chcą opowiadać szczegółów,… bo dyrektorka potrafi się mścić i upokarzać. Ostatnio zwolniła nawet swój własny „kolektyw”, decydując, że teraz będzie rządziła sama. Dopiero wtedy pożegnał się z nią ratusz. – czytamy dalej w artykule.

 

Maciejewski dodaje – Na zarzuty o mobbing, które raz po raz wyciekały do mediów, sama Strzępka nie odpowiadała. Do czasu. W grudniu oskarżenie powtórzyła zaprzyjaźniona z nią Agnieszka Szpila, autorka książki „Heksy”, której wystawienie miało uratować teatr. Dzień przed premierą ogłoszono, że wszystkie grudniowe pokazy zostają odwołane, a widzowie mogą ubiegać się o zwrot pieniędzy za bilety. To właśnie autorka „Heksów” powtórzyła oskarżenie o „mobbing”, a za nią takie media jak TVN24, „Gazeta Wyborcza” czy tygodnik „Polityka”.

 

Podsumujmy pisze autor – zaatakowali ją pracownicy, zawiódł ją „kolektyw”, Brutusem okazała się Szpila, dobiła zastępczyni Trzaskowskiego. Sporo tych Judaszów. Lewicowa aktywistkanie została prorokinią w teatrze, który mieści się w Pałacu Kultury im. Józefa Stalina.

 

Na koniec cytuje – „A nie dziwi pana, że odwołano ją dopiero teraz? Przecież te zarzuty pojawiły się już dużo wcześniej” – pyta prowokująco jeszcze jedna osoba blisko związana z Teatrem Dramatycznym. „Ten teatr miał być szkołą lewackich janczarów, przydatnych do różnych prowokacji, ale przecież teraz zmieniła się władza w Polsce i już prowodyrzy rozruchów, nowe wersje Marty Lempart nie są potrzebne” – tłumaczy nasz rozmówca. – Przestała być przydatna? Najgorliwsze córy rewolucji czasem najmniej z tej rewolucji rozumieją. – zaokrągla autor.

 

Cały artykuł:

https://e-teatr.pl/koniec-balu-u-strzepki-45876


#teatr