Upadek Powszechnego

Upadek Powszechnego – Wreszcie znalazł się ktoś, kto bezkompromisowo obnaża żenujący poziom Teatru Powszechnego w Warszawie.

Kluczowe dla zrozumienia upadku Teatru Powszechnego, jak i w zasadzie 90% teatrów w Polsce, jest to, że robią one wszystkie kompromitująco złe spektakle, albo raczej agitki propagandowe. Ponieważ, jednak są one wymierzone w obecną władzę, ogłaszane są one (te agitki), jako wybitne przedstawienia, przez grupę bardzo wpływowych, ale skorumpowanych “krytyków” teatralnych. I wszystko jest cacy.
Ponieważ Powszechny, jest obecnie matecznikiem tego typu “teatru”, oraz głównodowodzącą centralą mafii teatralnej, która nadaje ton, co ma być produkowane w całym polskim świecie teatralnym – upadek Powszechnego, jest dokładnym odzwierciedleniem upadku całej kultury polskiej, a przynajmniej teatru Polskiego.

 

Pisałem już o tym, że ktokolwiek odważy się przeciw temu chłamu, który wylewa się z większości teatrów, przeciwstawić,  dostaje natychmiast przyczepioną łatę niepostępowego PiSowca, płaskoziemca, faszysty i homofoba. Conajmniej!

 

Dlatego tak wielu aktorów, reżyserów, dziennikarzy, recenzentów, siedzi cicho i oficjalnie przytakuje genialności tego typu niby-teatru. Boją się oni powiedzieć prawdę, albowiem wiedzą oni, że natychmiast zostaną zhejtowani, opluci, wyklęci i wyrzuceni z polskiej branży teatralnej.

 

Sam doświadczam tego codziennie i jestem persona non grata w większości teatrów, a w innych, jak np. w Teatrze Miejskim w Gdyni, boją się mnie zatrudnić, bo wiedzą, że dostanę złe recenzje od skorumpowanej kliki klakierów mafii teatralnej.

 

Tym bardziej cieszę się, że znalazł się jeszcze jeden sprawiedliwy i że Mariusz Cieślik ma kręgosłup i jaja, żeby z chirurgiczną precyzją obnażać ten obrzydliwy mechanizm, albo raczej śmiertelną chorobę, która toczy polski teatr.

 

Brawo Mariusz Cieślik!

 

Czytaj dalej pod obrazkiem.

 

 

 

Upadek Powszechnego

 

 

 

 

Upadek Powszechnego

Kultura bez przyszłości

W warszawskim Teatrze Powszechnym odbywa się dziś Forum Przyszłości Kultury. Jeśli ta przyszłość ma wyglądać jak los tej sceny, to nic tylko siąść i płakać. Pisze Mariusz Cieślik w felietonie dla „Rzeczpospolitej”.

 

Powszechny to była potęga. Stworzył ją w latach 70. XX wieku Zygmunt Hübner dzięki legendarnym spektaklom, takim jak np. „Lot nad kukułczym gniazdem” czy „Rozmowy z katem”. To był teatr, który mówił ważne rzeczy w czasach, kiedy nie było to łatwe. Teatr gwiazd, takich jak Krystyna Janda, Janusz Gajos czy, zmarły niedawno, Franciszek Pieczka.

 

Byłem widzem Powszechnego i gdy czasem spotykam dawnych aktorów teatru, na temat nowych spektakli mówią jednym głosem: „tego się nie da oglądać”. To, że teatr stał się przyczółkiem wojny ideologicznej, to jedno, ale – co gorsza – podupadł pod względem profesjonalnym. Pewien krytyk nazwał go nawet pośmiewiskiem. Oczywiście, w rozmowie prywatnej. Nikt publicznie Powszechnego nie krytykuje, żeby nie być posądzonym o sprzyjanie władzy. Tymczasem wszyscy, włącznie z władzami Warszawy, wiedzą, że ten teatr robi głównie żenujące propagitki. Liczy się jednak, że atakuje tych, co należy.

 

Upadek Powszechnego jest smutny, ale bardziej martwi to, że dyrekcja tej sceny należy do prominentnych organizatorów Forum Przyszłości Kultury. W wywiadzie poprzedzającym to wydarzenie Paweł Sztarbowski zapowiedział już nawet, kto powinien być ministrem kultury po Piotrze Glińskim. Świetnie się nadaje poseł Krzysztof Mieszkowski, wieloletni dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu, który w polityce zasłynął serią kuriozalnych wypowiedzi, od fałszywego oskarżenia braci Kaczyńskich o palenie kukły (Żyda czy Wałęsy – sam nie mógł się zdecydować) po przeliczanie zakupów czołgów na budżet Teatru Narodowego. Z kolei w prowadzonej przez siebie instytucji narobił gigantycznych długów i podjudził zespół do konfliktu z kolejnym dyrektorem, co skończyło się upadkiem wrocławskiej sceny. Świetny kandydat, nie ma co gadać.

 

Ale nie to jest najgorsze, że po przejęciu władzy przez opozycję ministrem będzie taki czy inny Mieszkowski. Bardziej martwi, że nowa władza po wyborczym zwycięstwie prawdopodobnie odda kulturę podejrzanym ideologom spod znaku Forum Przyszłości. Są to w znacznej mierze ludzie bez dorobku artystycznego, za to z bardzo radykalnymi lewicowymi poglądami. Z politycznego punktu widzenia wielkich szkód nowej władzy nie narobią. Kogo w końcu obchodzą „teatry, sreatry”, jak mówi bohater serialu „Artyści”…

 

Mariusz Cieślik

 

https://e-teatr.pl/kultura-bez-przyszlosci-30485


#TeatrPowszechny