Umrzeć ze śmiechu w Gdyni

Umrzeć ze śmiechu w Gdyni – Krzysztof Babicki i Teatr Miejski w Gdyni, jako jedni z niewielu nadal prezentują dobry solidny teatr.

Najnowszy spektakl Teatru miejskiego w Gdyni “Umrzeć ze śmiechu” to błyskotliwie wyreżyserowana i zagrana komedia.

 

Jak to dobrze, że są jeszcze miejsca w Polsce, gdzie teatr jest oparty na solidnych podstawach warsztatu reżyserskiego i aktorskiego, a sztuki są opowiadane bez dekonstrukcji, postmodernizmu i innych sztuczek tuszujących brak elementarnych umiejętności zawodowych.

 

Bardzo to chwalebne, że Krzysztof Babicki, jako dyrektor Teatru Miejskiego, nadal walczy o rzetelny teatr, który jest dla widza, a nie tylko dla samego twórcy i małej grupki jego wyznawców, jak to ma miejsce w większości teatrów w Polsce.

 

 

 

Umrzeć ze śmiechu w Gdyni

 

 

 

 

Umrzeć ze śmiechu w Gdyni

Historia z urną w tle
„Umrzeć ze śmiechu” Paula Elliotta w reż. Krzysztofa Babickiego w Teatrze Miejskim im. W. Gombrowicza w Gdyni. Pisze Grażyna Antoniewicz w „Polsce Dzienniku Bałtyckim”.

 

Najnowsza premiera Teatru Miejskiego Gdyni „Umrzeć ze śmiechu” to lekka komedia błyskotliwie napisana przez amerykańskiego aktora, reżysera i scenarzysty Paula Elliotta pełna czarnego humoru i zaskakujących zwrotów akcji.

 

Światowa prapremiera tej sztuki odbyła się w Springfield Little Theatre w Springfield, Missouri w Stanach Zjednoczonych, gdzie po wielu latach obecności na scenie przeszła do legendy tego teatru jako najbardziej dochodowy spektakl ostatnich pięćdziesięciu lat.

 

Nigdy nie jest za późno

„Umrzeć ze śmiechu” nie tylko bawi, ale też skłania do zastanowienia się nad przemijaniem oraz rolą przyjaźni w życiu. Wzruszająca historia przyjaciółek, pozwala również uwierzyć w to, że na realizację marzeń nigdy nie jest za późno, bo nigdy nie jest za późno „aby żyć na pełnej petardzie”. W didaskaliach sztuki autor pisze: Jeżeli przez trzydzieści lat życia największą przyjemnością czterech pań, była cotygodniowa, wieczorna gra w karty, fakt śmierci jednej z nich może być katastrofą. Jednak nie dla Connie, Millie i Leny. Te trzy damy z Południa, postanawiają urządzić „pożegnalny wieczór” swojej przyjaciółce Mary, którą właśnie skremowano…

 

Faceci są bez sensu

Zwariowany spektakl, zaczyna jak na komedię nietypowo. Rachel (Martyna Matoliniec) właśnie przeżywa zawód miłosny, więc postanawia się zabić, bo „faceci są bez sensu”. Jej matka Connie Harland, w tej roli nieco posągowa Beata Buczek-Żarnecka, niedawno wróciła z kremacji czwartej do brydża – Mary i czeka na przyjaciółki. Zjawia się Lena, gra ją ekspresyjnie Elżbieta Mrozińska, przybywa też Millie (świetna Monika Babicka), która nie mogła pozwolić, aby ten wieczór odbył się bez jej partnerki do brydża, „zgarnęła więc Mary po drodze”, czyli wykradła z domu pogrzebowego urnę z prochami Mary.

 

Millie jest niezbyt bystra, bawi swą naiwności, zwłaszcza wtedy, gdy wyjaśnia przyjaciółkom przyczyny swej niezwykłej popularności wśród chłopaków, gdy chodziła do szkoły. Mimo tych niecodziennych okoliczności panie postanawiają zasiąść do brydża, wypić tradycyjną herbatkę (lub inne trunki).

 

Tajemniczy striptizer

Nieoczekiwanie pojawia się tajemniczy policjant (Krzysztof Berendt). To bardzo dobrze zagrana rola… Stróż prawa okazuje się striptizerem, ciekawe kto go zamówił? I skąd na imprezie pojawiło się pudełko ulubionych ciastek nieboszczki? Snują się wspomnienia, są słodycze, alkohol, taniec i muzyka, panie rozkręcają się, jak dla mnie to najlepsze sceny spektaklu. Jednak to nie koniec niespodzianek. Nie zdradzę, co jeszcze zabawnego i ważnego się wydarzyło, ani jaką rolę odgrywa Gruba Dupa, czyli Kot.

 

Uśmiechamy się

Reżyser Krzysztof Babicki całą historię sprawnie zamknął w 70 minutach, dzięki czemu nie ma dłużyzn, akcja biegnie szybko. Kostiumy zaprojektowała Joanna Łagowska-Braun, zaś salon w posiadłości Connie i Rachel z ozdobnym lustrem na komodzie Marek Braun.

 

Wychodząc z teatru uśmiechamy się powtarzając, że „Kres życia to coś, co dotyczy nas wszystkich, dlatego umrzeć ze śmiechu jest najlepszym rodzajem śmierci”. W szare jesienne dni warto zobaczyć tę pełną ciepła i humoru, momentami wzruszająca i świetnie zagraną opowieść o prawdziwej przyjaźni.

 

Grażyna Antoniewicz

 

https://e-teatr.pl/historia-z-urna-w-tle-30703


#Teatr