Smak pocałunku Pawła

Smak pocałunku Pawła – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, “Trener Duszy”, o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

W tym odcinku dowiemy się, jaki był smak pocałunku Pawła.

 

 

 

Smak pocałunku Pawła

 

 

 

Smak pocałunku Pawła

Pomógł Jesiennej ułożyć się na kanapie. Zdjął jej z nóg pantofle, przykrył kocem, a pod głowę podłożył małą poduszkę.

 

Posłusznie zamknęła oczy. Wokół głowy pulsowały zdarzenia z całego dnia: pozbawiona wyrazu twarz Poprzedniej, biała butelka Malibu, Edward Nożycoręki z talerzem pizzy, telefoniczne wyrzuty Mrówki, herbata z cytryną i smak pocałunku Pawła. Smak, który nie był jej obcy, bo zakodowała go już dawno szóstym zmysłem. Miała wrażenie, że kształt jego ust znała doskonale, tylko przypomniała sobie go teraz jak dawno niesłyszaną melodię, jak zapach perfum, nieużywanych od lat.

 

Pojedyncze dźwięki przesuwanego po stole szkła były identyczne jak wtedy gdy ten jeden, jedyny raz została na noc u Krzysztofa.

 

Mieli zamiar uczyć się matematyki. Jego matka wyjechała rano do chorej siostry, a dziadkowie Jesiennej byli przekonani, że wnuczka śpi u koleżanki.

 

Piec kaflowy w pokoju Krzysztofa był ledwo ciepły. Na rozgrzewkę wypili połowę wielkiej karafki bimbru, który domowym sposobem robiła jego matka. Potem otuleni kocami z wielbłądziej wełny zagrzebali się na wąskim tapczaniku. Za oknem szalała zamieć. Zegar na ścianie tykał rytmicznie, a ze starego, lampowego radia „Poemat” z zielonym okiem, przez głośnik ukryty pod tłoczonym, wzorzystym materiałem płynęła lista przebojów „Trójki”.

 

Żadne z nich nie powiedziało słowa o miłości. Wtedy nie potrzebowali słów. Ale przecież to była miłość. Pierwsza miłość. Ta najważniejsza w całym życiu. Nie czuli wcale chłodu murów starej kamienicy, nawet kiedy koce zsunęły się na podłogę. W zielonym świetle radiowego oka dłonie Krzysztofa tańczyły jak głowy łabędzi, muskając piersi Jesiennej dziobami palców. Jego brwi i rzęsy miały smak i kolor węgla, który już dawno spalił się na popiół w piecu, z białych, drobno pożyłkowanych kafli.

 

 W niedzielę rano było tak zimno, że para wydobywała się z ich ust przy każdym oddechu. W kuchni zjedli czerstwy chleb ze smalcem i cebulą, posypany grubą, morską solą. Krzysztof rozpalił ogień pod płytą węglową. Blaszany, opasły czajnik z plamami uszkodzeń na wiśniowej emalii popiskiwał głośno na pierwszej fajerce. Może pokpiwał z nich, że trzęsąc się z zimna splatają w uścisku swoje pełne pierwszego pożądania ciała, usiłując przez grube włókna robionych na drutach swetrów wyczuć zapach miłości?

 

W południe Jesienna musiała wracać do domu. Wieczorem przyjechała matka Krzysztofa. W poniedziałek rano zwyczajnie trzeba było iść do szkoły.

 

C.D.N.

 

 

Link do strony FB, Ani:
Anna Rychter

 

strona, gdzie można kupić całą książkę Ani:
https://zaczytani.pl/ksiazka/trener_duszy,druk


#TrenerDuszy