Słowna papka Rubina

Słowna papka Rubina – Następny katastrofalnie niedobry spektakl forowanego przez spółdzielnię teatralną Wiktora Rubina.

To co Pani recenzent nazywa “nie lękanie się eksperymentów” w Teatrze Żydowskim, jest niczym innym, niż oddanie tego szacownego ongiś teatru w ręce mafii teatralnej, która swoimi “eksperymentami” odstraszyła ponad 30% widzów od teatru w przeciągu zeszłej dekady.
A promowany przez nich Wiktor Rubin i jego słowna papka na deskach Żydowskiego, doskonale wpasowuje się w ten abominacyjny trend.

 

 

 

Słowna papka Rubina

 

 

 

 

Słowna papka Rubina

Żyd, Żyd… Chaplin

“Chaplin” Jolanty Janiczak w reż. Wiktora Rubina w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Pisze Kama Pawlicka w Teatrze dla Wszystkich.

 

Warszawski Teatr Żydowski od kilku lat stara się zbudować wizerunek sceny, która nie boi się eksperymentów i chętnie zaprasza  twórców z teatralnego mainstreamu. Tym razem pokuszono się o eksperyment  zderzenia stylistyki teatralnej Wiktora Rubina z zespołem aktorskim Żydowskiego. Niestety eksperyment zupełnie nieudany…

 

Scenariusz Jolanty Janiczak oparty został na zebranych przez lata przez FBI dowodach na współpracę Charliego Chaplina z komunistami oraz na jego żydowskie pochodzenie. Słowo Żyd zresztą jest głównym leitmotivem w spektaklu, odmienianym przez wszystkie przypadki. Czy jednak dla przeciętnego kinomana pochodzenie i poglądy największej gwiazdy światowego kina to najważniejsze wątki jego życiorysu?

 

Wiktor Rubin w swoich produkcjach bawi się konwencjami, łączy je w przemyślany sposób. W Żydowskim widz styka się, niestety, z inscenizacyjnym chaosem, zlepkiem wątków, luźno następujących po sobie scen. Niby można się doszukać jakiejś myśli przewodniej, ale w gruncie rzeczy znika ona w nieładzie i w wykrzyczanych przez aktorów kwestiach. Na dodatek reżyser wykorzystał modną dziś tendencję do łączenia teatru z kinem. Na dużym ekranie widzimy więc fragmenty filmów z Chaplinem i archiwalne materiały z jego podróży do Wielkiej Brytanii. I to by zupełnie wystarczało. Niestety twórcom zamarzył się współczesny wątek, nagrany w centrum Warszawy, w którym przechodnie w ulicznej sondzie wylewają z siebie antysemickie, stereotypowe poglądy na temat Żydów en vogue.

 

„Chaplin” jest bardzo nieudolną próbą realizacji przedstawienia o zakusach władz różnych autoramentów na moralne złamanie obywatela danego kraju, na zakazanie wolności słowa i wolności czynu, na bycie tym, kim się jest – Żydem, osobą homoseksualną, ateistą. Jednak ten wątek kompletnie się nie broni, ponieważ zostaje przytłoczony bezładną paplaniną i plątaniną nie łączących się ze sobą scen.

 

Słowna papka to chyba najlepsze i najkrótsze opisanie „Chaplina”. W rezultacie widz, czy wyrobiony czy też zupełnie świeży, gubi się w wielowątkowej warstwie przedstawienia, w sumie nie bardzo wiedząc, o co chodziło twórcom. Czy o to, że bycie Żydem jest złe? Czy to jest piętno na całe życie, którego nie można się pozbyć? Czy mamy tu do czynienia z pamfletem na artystów żydowskiego pochodzenia? Takich radykalnych wniosków nie chciałabym wyciągać, choć rzeczywiście spektakl pozostawia po sobie niesmak spowodowany jednostronnym przedstawieniem głównego bohatera – jako komunisty, sodomity, homoseksualisty i Żyda.

 

Zupełnie nieprzekonywujące, drewniane aktorstwo to kolejny minus „Chaplina”. Każdy gra tu na swoim instrumencie, nie widać pracy zespołowej, nie ma relacji między postaciami. Zabrakło emocji, próby głębszej interpretacji.

 

Kama Pawlicka

 

https://e-teatr.pl/zyd-zyd-chaplin-17516?fbclid=IwAR3_jJuK56BrHWYUd90QqeWgnqDAS0g_LXQ0P-6ypZyOAU4eU73ODLXMRuQ


#Teatr