Przegięty Don Juan w Teatrze Nowym

Przegięty Don Juan w Teatrze Nowym – Teatr Nowy w Łodzi pod dyrekcją Doroty Ignatjew zsuwa się w totalny niebyt po równi pochyłej.

Wszyscy, jako tako zorientowani w kuluarach teatralnej branży, łapali się za głowę, kiedy Dorota Ignatjew “za karę” za całkowite zdemolowanie Teatru im. Osterwy w Lublinie “wygrała” konkurs na dyrektora Teatru Nowego w Łodzi.
Nie dziwi zatem, że robi dokładnie to samo, co w Lublinie – podlizuje się mafii teatralnej słabiutkimi, ale poprawnymi ideologicznie spektaklami, które raczej mają zapewnić jej przychylność spółdzielni, niż zapewnić frekwencję w teatrze.
Ostatnia premiera, antytalentu Radosława Rychcika, który, jak słusznie zauważa recenzentka, “zgwałcił” już nie jeden tekst, okazała się tak samo nieudana, jak wszystkie jego dotychczasowe spektakle.
Tym razem wyszedł mu przegięty Don Juan, którego nawet piewca jedynie słusznej ideologii (Gazeta Wyborcza) uważa za nieudany.

 

 

 

Przegięty Don Juan w Teatrze Nowym

 

 

 

 

Przegięty “Don Juan”. Antyklerykalna premiera w Teatrze Nowym

„Don Juan”  Moliera w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Nowym w Łodzi. Pisze Izabella Adamczewska w „Gazecie Wyborczej – Łódź”.

 

Teatr Nowy w Łodzi z kolejną premierą. Don Juan Radosława Rychcika nie jest ani Tristanem, ani Valmontem, ani Giaurem. To poliamoryczny haker. Rychcik squeerował Moliera.

 

Pożądałam tego spektaklu, ale z teatru wyszłam niezaspokojona. To wcale nie jest radykalne odczytanie komedii Moliera (a już na pewno nie mitu o Don Juanie), jakiego można by oczekiwać od reżysera, który Paszport „Polityki” dostał za popkulturowe, zamerykanizowane “Dziady”. Różnie oceniano tamten gwałt na oryginale, ale jednego nie można mu było odmówić: brawury. W porównaniu z „Dziadami” „Don Juan” to szybka randka.

 

Teatr Nowy w Łodzi i Don Juan nienormatywny

Zaczyna się znakomicie. Przez półtorej godziny, aż do opuszczenia kurtyny, pozostaniemy w kościele. Za tło służą kamienna posadzka, witraż, konfesjonał, ławki, karykaturalny posąg Komandora w stylu sacro polo i sygnalizujący zmniejszenie dystansu czasowego (choć nieradykalne) retroautomat z przekąskami. W tej scenerii Don Juan będzie dialogował z wiernym, ale miernym Sganarelem i uciekał przez donną Elwirą (Malwina Jelistratow), która wygląda jak Burtonowska gnijąca panna młoda.

 

Sganarel (Bartosz Turzyński), modelowy biurokrata – w prochowcu i z teczką – zarzuca swojemu „panu”, że „kocha na wszystkie strony”. Rozpoczęta w odpowiedzi tyrada, „jakby z książki” (efektowi sztuczności sprzyja okrągłe tłumaczenie Jerzego Radziwiłłowicza, zachowującego tasiemcowe zdania), kończy się – dosłownie – rzyganiem frazesami. Mdłości wynikają nie z samego faktu istnienia, które byłoby całkiem znośne, gdyby nie opresyjne społeczeństwo, narzucające krępujące normy. Cóż złego jest w różnych stylach kochania, różnych stylach życia i myślenia?

 

Rychcik (co nie jest zaskakujące) bynajmniej nie piętnuje Don Juana, więcej – usprawiedliwia go, czyniąc z niego buntownika i demaskatora. Tekst Moliera bywa wobec takiej interpretacji oporny, stąd bierze się największy walor spektaklu – operowanie ironią. Doskonałym pomysłem było takie poprowadzenie aktorów i sytuacji, żeby ciała mówiły co innego niż słowa. Scena, w której donna Elwira żegna się, wracając do klasztoru, i umoralnia kochanka w tonie orgazmicznym jest doskonała, tak jak taneczne przedstawienie tercetu Don Juan – Małgośka – Karolka (dobry debiut Emilii Walus). Relacje pomiędzy bohaterami rozwijają się tu w choreografii (brawa dla Jakuba Lewandowskiego, a także dla Michała Lisa za muzykę idealnie zgraną z działaniami bohaterów), w podkreśleniu min, gestów i ruchów, a więc po gombrowiczowsku rozumianej formy.

 

Afera rozporkowa

Don Juan Pawła Kosa jest rozedrgany i zwichrowany, jest ruchem i napięciem, ciągłą zmianą. To odmieniec, queer. Czerpiąc perwersyjną przyjemność z naruszania zasad społecznych, aktywnie sprzeciwia się normalizacji. Na pewno nie jest to typ demoniczny i emanujący mocą, uosabiający „wieczną męskość”. I tę interpretację Molierowskiego bohatera bardzo w spektaklu Rychcika cenię. Reżyser deklarował, że przeczytał Moliere’a przez pryzmat Byrona i czarnego romantyzmu. A jednak amputacja „wymiaru duchowego” powoduje, że chęć odwzorowania trangresyjnego pożądania została zaprzepaszczona.

 

„Don Juan” jest spektaklem nierównym. Jawny antyklerykalizm, który może początkowo wywoływać w krytycznej wspólnocie teatralnej przyjemność, szybko się nudzi. Retoryczne przeniesienie akcji do kościoła powoduje, że tekst Moliera wypowiadany jest gdzieś obok. No i niestety jest to jednak przedstawienie publicystyczne. Piszę: „niestety”, bo chociaż szybką reakcję i formułę odezwy bardzo w teatrze cenię, zabiegi Rychcika sprawiają wrażenie tanich efektów. Co z tego, że w aktualizacyjnym pędzie reżyser zatrzymał się gdzieś w latach 60. XX w. (Kos w dopasowanym garniturku i okularach przeciwsłonecznych przypomina Alaina Delona), skoro nawiązanie do afery rozporkowej w Ordo Iuris i tak nasuwa się samo, a bracia donny Elwiry (Krzysztof Pyziak, Michał Kruk) na swoich dresach mogliby mieć napisy: „Bóg, honor, Ojczyzna”.

 

Kiedy Don Juan dyskutuje ze Sganarelem o „wartościach”, z konfesjonału wychodzi dwóch księży. Poprawiają koloratki i zapinają rozporki. Na pytanie, czy nie obawia się skandalu, Rychcik odpowiedział w trakcie próby medialnej, że „to nie jest taki teatr”. Miał chyba na myśli „nie tak popularny, no i nie w centrum”. A więc w Łodzi można – i to jest pocieszające w kontekście tego, że łódzkimi teatrami Polska się niespecjalnie interesuje.

 

https://e-teatr.pl/


#DonJuan #Teatr #TeatrNowy