Powierzchowna koprodukcja TŚ

Powierzchowna koprodukcja Teatru Śląskiego – Zrealizowana przez Teatr Śląski i Teatr Kochanowskiego produkcja jest powierzchowna i banalna.

Jak zwykle w Teatrze Śląskim, albo zarzyguje się nas Śląskiem i śląskością, co czyni ten teatr niszowym skansenem na mapie teatralnej Polski.
A kiedy wreszcie Wielki Przywódca, Robert Talarczyk, sięga po coś innego, wychodzi z tego rzecz banalna, błaha i powierzchowna.

 

 

 

Powierzchowna koprodukcja Teatru Śląskiego

 

 

 

 

Powierzchowna koprodukcja Teatru Śląskiego

By było prawdziwie
„Amator 2020” Małgorzaty Sobieszczańskiej i Norberta Rakowskiego w reż. Norberta  Rakowskiego, koprodukcja Teatru im.  Kochanowskiego w Opolu i Teatru Śląskiego w Katowicach. Pisze Marta Odziomek w Gazecie Wyborczej – Katowice.

 

Jest młoda rodzina. Praca, znajomi, spotkania. I dylematy czterdziestolatka, który chce żyć zgodnie ze swoją prawdą. Tylko że jego problem został przedstawiony jakoś tak zdawkowo, bez głębi, powierzchownie. To o “Amatorze 2020” – nowym spektaklu Teatru Śląskiego, przygotowanym w koprodukcji z Teatrem im. Kochanowskiego w Opolu.

 

Ów czterdziestolatek, tytułowy „amator kamery”, to Filip Mosz, syn samorodnego dokumentalisty filmowego, który ukazywanie prawdy w czasie PRL okupił wysoką ceną – zwolnieniem z pracy, odejściem żony. Dziś Filip nie zna ojca, tylko jego dorobek, a jedyną po nim pamiątką jest stara kamera, którą mężczyzna znajduje wśród kartonów ze swoim dobytkiem – właśnie przeprowadził się z młodą, piękną żoną przy nadziei do nowego mieszkania.

 

Aktorsko spektakl jest poprawny, choć bez fajerwerków. Pewnie dlatego, że aktorzy nie za bardzo mają co grać – z fragmentów raczej stereotypowych dialogów trudno zbudować ciekawe postaci. Są raczej reprezentantami pewnych – równie stereotypowych – współczesnych typów ludzkich: nadętego szefa korporacji, rozhisteryzowanej dyrektorki od spraw wizerunku, zdezorientowanego yuppie, który pragnie piąć się po szczeblach kariery, zrezygnowanego pijaczka bez życia prywatnego, wiecznie nadąsanej żony pragnącej stabilizacji, a otrzymującej jedynie niepewność przez nagłe wybryki męża.

 

Czasy się zmieniają, ludzie – niekoniecznie

Jedyną postacią w miarę złożoną jest właśnie Filip, który odnajduje w sobie niezgodę na sztuczność otaczającego go świata (w tej roli raczej przekonujący, choć bardzo statyczny, za dużo milczący i myślący jak na teatr – bo nie działający Dariusz Chojnacki). Zaczyna – tak jak ojciec – nagrywać ludzi z pracy, rejestrować ich przemyślenia. Jego celem jest pokazanie prawdziwego świata, bez ulepszeń, cięć, montażu, wszystkich innych sztuczek, które zakłamują rzeczywistość. Pytanie, czy tak się da. W przypadku świata, w którym żyje Filip, nie bardzo. Bo zlecenie od szefa brzmiało inaczej. Bo być może mało kogo to dziś obchodzi.

 

Wizualnie mamy do czynienia z dość pomysłową inscenizacją. Scenografia Marii Jankowskiej jednocześnie jest monumentalna i skromna. Aktorzy zostali zamknięci w białej bryle imitującej różnego rodzaju pomieszczenia: mieszkanie, biuro etc. Widzowie podglądają ich poczynania przez przestronne okna, siedzą na zewnątrz tego świata, są milczącymi obserwatorami akcji. Choć może „akcja” to za duże słowo; na scenie niewiele się dzieje, wszystko wydarza się raczej w relacjach, słowach i krótkich dialogach, a nawet milczeniu. Wydaje mi się, że jest go tu zbyt wiele, na niekorzyść przedstawienia – wszak teatr jest różny od medium filmowego, z którego spektakl czerpie garściami.

 

Bo oczywiście „Amator 2020″ w reżyserii Norberta Rakowskiego, dyrektora Teatru im. Kochanowskiego w Opolu, to spektakl inspirowany słynnym „Amatorem” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. Historia, która przydarza się Filipowi juniorowi, jest podobna do historii ojca sprzed czterech dekad. Tylko inny był system polityczny, technika nie była tak zaawansowana, to znaczy nie każdy miał kamerę, z której nagranie mógł wrzucić do sieci i podzielić się nim z innymi. Jednak ludzie pozostali tacy sami, a i pewne mechanizmy myślenia i działania też z nami pozostały.

 

Produkuj prawdę po godzinach

Nowy tytuł obu teatrów pokazywany na Scenie w Galerii może być przyczynkiem do namysłu nad tym, ile zostało z „kina moralnego niepokoju”. Czy potrzebujemy wciąż takiej perspektywy? Wydaje mi się, że owszem, że zawsze warto poddawać obserwacji siebie i innych w świetle wyznawanych przez nas wartości, choć to zawsze trudne.

 

Dzisiejszy świat jest inny, może gorszy, może lepszy. Inny, bo komunizm zastąpił kapitalizm, w którego ramach też pewne rzeczy nie przejdą (choć chyba zależy to od tego, dla kogo i po co się filmuje), a poza tym żyjemy wśród zalewających nas obrazów, filmów, klipów etc. Sami możemy stać się twórcami, a swoje produkty pokazywać w sieci, co oczywiście rodzi kolejne pytania: czy robimy to dla sławy, pieniędzy, czy dla wyższych celów, na przykład pokazywania prawdy?

 

Ale czym ona jest? Jak filmować, by było prawdziwie? Jak tworzyć w ten sposób? I czy filmowanie prawdy jest jeszcze sztuką, skoro lepiej w nią nie ingerować? I czy warto dać się za tę prawdę przykładowo zwolnić, wyrzec lepszej przyszłości, kariery i sukcesów? Jak ją pielęgnować, pokazywać, agitować za nią?

 

W mojej głowie mnoży się po pokazie „Amatora 2020″ sporo pytań, na które pewnie długo będę szukać odpowiedzi. Jednak samym spektaklem jestem nieco zawiedziona. Owszem, podobają mi się nawiązania do twórczości Kieślowskiego, jak choćby trawestacja „Gadających głów” wyświetlonych przed pokazem, prezentujące inne oblicza bohaterów filmowe przerywniki w trakcie czy decyzja, aby nie realizować scenariusza „Amatora” w skali 1 do 1. Niemniej całość wydaje się dość powierzchowna, mało teatralna, bez akcji i „dziania się” tak teatrowi potrzebnego, bez soczystych dialogów i wyraźnych postaci czy nawet typów.

 

No i sam problem… wydaje się dziś niezbyt frapujący. Zachowanie Filipa okazuje się z perspektywy relacji szef–pracownik mało profesjonalne: dostał zlecenie, nie wywiązał się z niego, jest afera. Zatem niech poniesie konsekwencje swojego postępowania. Jako widz nie mam nic przeciwko, nie jest mi go żal. Swoją prawdę – bo wiadomo, że każdy ma swoją – może kręcić po godzinach pracy, pokazując ją w internecie, ot co!

 

https://e-teatr.pl/by-bylo-prawdziwie-16857


#TeatrŚląski #RobertTalarczyk