Pokaz agresji, pogardy i niegodziwości

Pokaz agresji, pogardy i niegodziwości – znakomita recenzja “Dziadów” Kleczewskiej, która potrafi docenić realizację obnażając żenadę intelektualną.

Kleczewska należy do tej samej, bardzo małej, grupy twórców, co Klata, którzy doskonale potrafią posługiwać się rzemiosłem reżyserskim, ale niestety intelektualnie nie wyrośli z piaskownicy, dlatego “Dziady” Kleczewskiej to pokaz agresji, pogardy, niegodziwości i intelektualnej miałkości.

 

 

 

Pokaz agresji, pogardy i niegodziwości

 

 

 

 

Pokaz agresji, pogardy i niegodziwości

Baby, dziady i gej. Konrad też była kobietą
“Dziady” Adama Mickiewicza w Rez. Mai Kleczewskiej w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Pisze Sylwia Krasnodębska w Gazecie Polskiej.

 

Droga realizacja i tanie chwyty. „Dziady” w reżyserii Mai Kleczewskiej w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie to jeden z najlepiej zrealizowanych polskich spektakli ostatnich lat w formie i urągający zdrowemu rozsądkowi w treści. Słowem – piękna katastrofa.

 

Kleczewska na starcie swojego dzieła sięga po wytarte i prymitywne stereotypy. Obrażające inteligentnego widza, który chciał zobaczyć teatralną interpretację jednego z najważniejszych tekstów w naszej historii.

 

Pojawia się zatem grupa agresywnych osób w koszulkach z godłem Polski, którzy biją geja i Żydów. Aktorka obnosząca się z barwami narodowymi udaje wypróżnienie do spodika (żydowskie nakrycie głowy), które następnie zakłada na głowę aktorowi grającemu Żyda. Mężczyzna w kominiarce bije Żyda polską flagą, która już wkrótce pokryje się czerwoną farbą. Wszyscy, którzy mają na sobie narodowe symbole, popychają i biją przechadzającego się w szpilkach i w koszulce z tęczowym serduszkiem mężczyznę. Wszystko to karykaturalne i żenujące. O tym, że oglądamy interpretację dzieła mickiewiczowskiego, mają nam przypominać chaotycznie wypowiadane przez aktorów słowa: „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie”.

 

Pierwsze pół godziny spektaklu to pokaz agresji, pogardy i niegodziwości.

 

Potem przychodzi czas na scenę więzienną z III części „Dziadów”. Wszyscy więźniowie, którzy spotykają się w celi Konrada, to kobiety. To one są bohaterkami martyrologii. Nowatorsko zrealizowana scena z użyciem ruchomej platformy zbudowanej na potrzeby spektaklu, jest niezwykle „atrakcyjna w obrazku”. Ale powagi ujmuje jej zogniskowanie męczeństwa wokół postaci kobiecych. Bo bohaterką tych „Dziadów” nie jest Konrad grany przez mężczyznę, lecz Konrad grany przez kobietę. Jest nią Dominika Bednarczyk. Aktorka gra genialnie, i nie jest to słowo na wyrost. Jej „Wielka Improwizacja” to majstersztyk, który trudno zestawić z dotychczasowymi teatralnymi realizacjami „Dziadów” pod każdą szerokością geograficzną. Nie ma do nich startu nawet prezentacja z Opery Narodowej z udziałem Grzegorza Małeckiego. I nie chodzi tylko o mistrzowską recytację Bednarczyk, lecz także jej charakteryzację i światło, które budują nastrój rodem z najwspanialszych teatralnych scen. Również Jan Peszek zagrał senatora w sposób brawurowy, w najlepszym znaczeniu tego słowa. Szkoda, iż w rozmowie z WP powiedział, że „śmierć, nawet za ojczyznę, jest bezsensowna”.

 

Wielu oburzało uczynienie z Konrada kobiety. Ale w zalewie innych absurdów ten zabieg wcale tak nie boli. Boli to, co stanie się za chwilę, bo Kleczewska, wykorzystując dzieło wieszcza do brudnej gry politycznej, wyrysuje konflikt, w którym po jednej stronie są kobiety, a po drugiej Kościół katolicki. U Mickiewicza Polacy ciemiężeni są przez cara, u Kleczewskiej kobiety ciemiężone są przez Kościół, który na krakowskiej scenie symbolicznie wchodzi im między nogi. I już nie ma nawet cienia wątpliwości, że Kleczewska nie prezentuje manifestu artystycznego, lecz polityczny. I tak jak dzieło Mickiewicza jest elementem naszego rodowodu, tak dzieło Kleczewskiej jest próbą jego podpalenia.

 

Sylwia Krasnodębska

 

https://e-teatr.pl/konrad-tez-byl-kobieta-20598


#Dziady