Po co komu taki teatr?

Po co komu taki teatr? – Koniunkturalny teatr polityczny, który dzieli, a nie łączy, który wyklucza i stygmatyzuje jest widzom niepotrzebny.

Od dawna twierdzę, że tak ostatnio modny teatr polityczny, a raczej populistyczno-publicystyczny, jest robiony z powodu, że tworzą go kompletne antytalenty i nieudacznicy, którzy nie potrafią robić teatru solidnego i dlatego zamiast niego robią politykę i happeningi.
Po za tym, ponieważ prawie wszystkie teatry instytucjonalne w Polsce zostały zdominowane przez te mafię teatralną, zwaną “spółdzielnią” i powtarzają po sobie, jak papugi; te same tytuły, tych samych reżyserów i tę samą estetykę, stali się oni de facto ariergardą, naśladowcami samych siebie, kopistami i zwapniałymi epigonami, a teatr solidny, podparty znakomitym warsztatem i opowiadany klasycznie, który został przez owych luminarzy zepchnięty na margines teatralnej mapy Polski, stał się znowu awangardowy, świeży, rzadki i nowatorski.
Stawiam zatem pytanie za autorem poniższego tekstu:
Ten teatralny szit, po co komu taki teatr?

 

 

 

Po co komu taki teatr

 

 

 

 

PO CO KOMU TAKI TEATR ?

… Teatr, który epatuje widzów odrażającym obrazem naszej rzeczywistości i rozbudza negatywne emocje.

 

Teatr, w którym człowiek staje się zakłamanym, upodlonym biologicznym stworem; wypraną z rozumu kalką stereotypów, przesądów i mechanicznych zachowań.

 

Teatr, w którym próżno szukać nadziei, miłości i wiary w cokolwiek.

 

Teatr programowo destrukcyjny wobec tradycji, jakiegokolwiek porządku i miary, a także profesjonalizmu.

 

Teatr tak osobny wściekły i zdeterminowany, że aż podejrzany.

 

Teatr, z którego wrażliwy widz po wyjściu może się tylko “pochlastać”

 

… Teatr…

 

Wiem, wiem! Słyszę te młode i silne gardła: “Artysta ma prawo do poszukiwań, do twórczej wolności, do samorealizacji w sztuce!”

 

Ma. Tylko jaki artysta i jakim sposobem?

 

Wielu w tym interesie samozwańców… Nic w tym nagannego, że względnie młody artysta chce zaistnieć w sztuce i koniecznie wejść do Historii nawet tylnymi drzwiami. W teatrze też można zrobić karierę i wypromować nazwisko. Znacznie łatwiej niż w innych profesjach.

 

Tak się porobiło, że trudno odróżnić zawodowca od amatora.

 

Nawet już nie opłaca się tracić czasu na szkołę teatralną… Prosto z ulicy na scenę, żeby zmieniać świat i czynić rewolucję, której tak naprawdę publiczność nie potrzebuje. Tutaj źle zbudowany spektakl nie powoduje katastrofy jak źle skonstruowany most czy budynek. Jeszcze żadnego teatru nie zlikwidowano za pustki na widowni i zadłużenie. A szkoda.

 

Nie ma na świecie tak nieodpowiedzialnego zawodu jak “wolny artysta”. Pytanie: czy teatr może komuś zaszkodzić ? – wydaje się pozornie dziwaczne i głupie. A jednak każdy spektakl jest celową i wyrafinowaną /choć nie zawsze/ manipulacją, dokonywaną na publiczności i prowadzącą do swoistego “zniewolenia umysłów i serc…”

 

Nie każdy widz zdaje sobie z tego sprawę.

 

Teatr może oświecić, ale i ogłupić.

 

Widz w swojej masie nie ma tak naprawdę żadnych poważnych oczekiwań wobec teatru i dlatego jest bezbronny. Chłonie powierzchniowo i przeżuwa… Śmietnik ze sceny także. Podprogowo.

 

Problem manipulacji staje się wrażliwy i dyskusyjny, jeżeli spektakl indoktrynuje odbiorców i narusza podstawowe wartości kultury i obyczaju.

 

Teatr opowiadający się jednoznacznie za określoną ideologią staje się narzędziem walki i destrukcji.

 

Czy to dobry teatr na dzisiejsze czasy?

 

Tak – jeżeli chcemy coś budować z chaosu i ruin.

 

Czy taka postawa artysty ma dzisiaj powszechne przyzwolenie?

 

Nie – tak w sztuce, jak i w polityce.

 

Modny i lansowany ostatnio teatr polityczno-dokumentalny wpisuje się doskonale w aktualną sytuację społeczno-polityczną w Polsce. Naiwnie wierzy, że może mieć na nią wpływ. Jego obrazoburczy i prześmiewczy stosunek do wartości, symboli i haseł narodowych to “woda na młyn”.

 

Dopóki potrzebny jest politykom taki “rozrabiający” teatr, będzie odgórne przyzwolenie, granty, “Paszporty Polityki” i pieniądze podatników.

 

Czy takiego teatru potrzebuje umordowany dniem powszednim widz, który szuka wytchnienia I psychicznego wsparcia?

 

Wątpię.

 

Czy chodzi tutaj o to, żeby rozwijać sztukę teatru?

 

Wątpliwe.

 

Te wszystkie chwyty i pomysły oglądano już kilkadziesiąt lat temu.

 

Co zatem zrobić z takim bezczelnym teatrem, który się rozpycha, dzieli własne środowisko na starych-zacofanców i młodych-odnowicieli, i grozi gombrowiczowskim “palicem”?

 

Nic.

 

Ta postdramatyczna konwencja teatralna, jak wszystkie inne, już powoli wypala się. Tutaj jedni kopiują drugich i jak w drukarce za chwilę zabraknie tuszu…

Józef Jasielski

 

https://www.facebook.com/jjasielski/posts/691679984585660


#teatr