Opole to zoo!

Opole to zoo! – W końcu ktoś odważył się napisać prawdę o Festiwalu w Opolu i całej polskiej branży muzyczno-rozrywkowej.

Opole, podobnie, jak większość festiwali artystycznych, muzycznych i filmowych jest głęboko skorumpowane i nacechowane nepotyzmem tak, jak np. w zamkniętym obiegu festiwalowym w teatrze. Wszystko kręci się jednak ku uciesze gawiedzi i pseudo-gwiazdek, które nabijają sobie kieszenie kasą.

 

 

 

Opole to zoo

 

 

 

 

Opole to zoo!

Festiwal w Opolu jest już tylko po to aby o nim pisać. Podobnie jak większość polskich festiwali artystycznych, muzycznych, filmowych, literackich itp. Analogicznie jest też z nagrodami, laurami, medalami czy stypendiami. Nie wnoszą nic do polskiej kultury i sztuki, ale wnoszą mnóstwo do medialnego świata i do kieszeni artystycznych patrycjuszy i cwaniaków.

 

Festiwale i nagrody z bombastycznymi galami w tle są już tylko elementem PR-u i przypominaniem odbiorcom nazwisk, które mają się kojarzyć z określoną dziedziną kultury i sztuki. Oczywiście przy nazwisku obligatoryjnym epitetem jest “wybitny/a”.

 

Polska muzyka z nielicznymi wyjątkami jest mniej lub bardziej udaną kopią tej anglosaskiej. Niestety kopie owe są w dość malutkiej skali- tak jakby porównać Ferrari do jego modelu na resorkach, który można kupić w każdym sklepie z zabawkami.

 

Identycznie jest z osobowościami scenicznymi, choć tu robi się bardzo baśniowo i groteskowo. Wszak skromniutka Joss Stone wygląda jak Kopciuszek w porównaniu z kreacjami naszych gwiazdek od Weglowej na Kayahowej skończywszy. Niestety z umiejętnościami jest odwrotnie. Nie wiem czy polskie gwiazdeczki zakwalifikowałyby się do chórków pani Stone.

 

Poza tym polski rynek muzyczno-aktorski jest fenomenem genetycznym na skalę światową. Potomkowie i pociotkowie gwiazd lat 70-80 tych, działają dalej w tej samej branży- utrzymując przy tym, że podobieństwo nazwisk jest przypadkowe, a posądzenie o nepotyzm to hejt. Talent i zarobki przenoszone są w Polsce drogą płciową. Ba, te rodziny genetycznie uprzywilejowane koligacą się z innymi uprzywilejowanymi i dla tych nieuprzywilejowanych na rynku artystycznym nie starcza miejsca. Już nawet nie starcza miejsca na uprzywilejowanych genetycznie i partnersko.

 

Przemysł rozrywkowy – bo inaczej tego nie można nazwać – kwitnie w Polsce dalej – z czego najbardziej cieszą się media, dolewając z premedytacją „oliwy do ognia”; np. znany aktor jednego dnia przygarnia cztery koty, a za dwa tygodnie zdradza żonę i to nie swoją – swoja z kolei, w reakcji na ten koszmar (tak to interpretuje) pisze książkę o jodze i prowadzi webinary z dietetyki. Interes się kręci, a niektórym nawet stoi, gawiedź lajkuje na Insta i na portalach (oglądając przy okazji płatne reklamy Stoperanu i żwirku do kuwety), piosenkareczki śpiewają o paznokciach, a aktorki „przerywają milczenie” lub „pokazują córkę”, afirmacje się mnożą, a dictum „jestem najlepszą wersją siebie” zastąpiło „ojcze nasz”.

 

Wygląda na to, że cyrk i ogrody zoologiczne zdecydowanie rozszerzyły swoją działalność. Szympansy i bonobo podobno poczuły się zdyskryminowane,

 

Andrzej Ballo

 

https://www.facebook.com/1824685208/posts/10220012939033516/?rdid=FhzFwu3u9LTZPACw


#muzyka