O protestach i niezadowoleniu

O protestach i niezadowoleniu – Co by było, gdyby Facebooka nie było? Czy protesty i niezadowolenie przybrałyby inną formę?

Andrzej Ballo, znakomicie opisuje zjawisko, jakim jest kanalizowanie ludzkiej frustracji. Twierdzi on (zresztą słusznie), że Facebook i inne media społecznościowe funkcjonują jak swoisty wentyl bezpieczeństwa, który zapobiega prawdziwym rewolucjom. Pisze on o tym w felietonie pt. “O protestach i niezadowoleniu”. I nie sposób się z nim nie zgodzić, ale trzeba także trzymać w pamięci takie zdarzenia, jak Arabska Wiosna, lub rewolucja w Libii, gdzie Facebook i inne media społecznościowe miały duży wpływ na rzeczywistość, bo dzięki nim ludzie się skrzykiwali i przekazywali sobie informacje.

 

Ale generalnie, Andrzej ma rację. Te wszystkie niby tuby służą tak naprawdę rządzącym, żeby utrzymywać naród w ciemnocie i rządzić na zasadzie igrzysk i chleba.

 

 

 

 

 

 

 

 

O protestach i niezadowoleniu

Facebook jest jednym z lepszych wynalazków ludzkości. Jest też znakomitym polem i bitewnym i obserwacyjnym. Ma oczywiście wiele wad, ale dodają mu one tylko powabu. Z mankamentów więcej można wysnuć wniosków niż z zalet.

 

Jedną z takich wad jest iż wszelkiego rodzaju działania merkantylne, marketingowe nie przynoszą tutaj użytkownikom większego zysku, czymkolwiek ten zysk jest. Popularność na FB czy IG jest jak papierowe pieniądze czy żetony w grze Monopol. Oczywiście za odpowiednie zasięgi trzeba zapłacić- i wtedy pan administrator podkręci potencjometr.

 

Zazdroszczę pracownikom Facebooka (analitykom Google jeszcze bardziej) dostępu do pewnych informacji- ależ bym miał o czym pisać.

 

Wadą Facebooka i jednocześnie zaletą jest to, iż kanalizuje nasze emocje, zwłaszcza te dotyczące zjawisk społecznych. Wszelkie protesty czy utyskiwania na Facebooku nie mają realnego przełożenia, nie mają żadnej mocy sprawczej, choćby były poparte kilkudziesięcioma tysiącami lajków i komentarzy. Decydentom zdecydowanie taka sytuacja sprzyja, żaden protest-post, żaden manifest facebookowy nie zmienią ich pierwotnej decyzji, ba, nierzadko upewnią ich w swojej wszechmocy czy pysze. W dodatku dostarczą cennych sugestii i informacji.

 

Może podam przykład. Utyskujemy i pomstujemy na Festiwal w Opolu- chyba już kolejny rok. Poprawy nie widać, wręcz widać regres. Organizatorzy festiwalu czy sponsorzy ignorują z premedytacją i w ramach instynktu samozachowawczego wpisy fejsbukowe (chociażby takie jak mój). Zresztą w natłoku zdarzeń, w ferworze kotłujących się lokalnych i globalnych zmagań i sił, te niepochlebne wpisy odejdą w niebyt, za kilka godzin kurz festiwalowy opadnie i pokryje go kolejny pył innych igrzysk, wojen, kryzysów czy tragedii. Niektóre wpisy mogą też obrońcy i sympatycy festiwalowi zgłosić jako naruszenie dóbr, zasad itp.

 

A gdyby tak Facebooka nie było?

 

Do organizatorów i sponsorów trafiłyby tysiące listów, których nie można byłoby już zignorować- wszak nie widać zawartości. Organizatorzy i sponsorzy musieliby się uporać z setkami telefonów itp. Wielu zapewne niezadowolonych odbiorców osobiście chciałoby porozmawiać z organizatorami- wygrażając pięściami lub gwiżdżąc pod oknem.

 

A tak, cała krytyczna masa i energia wyleje się na Facebooku.

 

Facebook na tym zarobi (i słusznie) a organizatorzy ocalą głowy i dupy. Artyści i ich przydupasy zainkasują stosowne gaże- i za tydzień odtrąbią festiwalowy sukces.

 

A co z odbiorcą, z pospolitym obywatelem, czy raczej z użytkownikiem?

 

Nie dość, że został zrobiony w chuja, to jeszcze nazwie się go homofobem, nihilistą, cynikiem, malkontentem, hejterem itp.

 

I tak oto toczy się życie kulturalne w Polsce- od festiwalu do festiwalu, od wyborów do wyborów, od wypłaty do wypłaty, od bankomatu do Biedronki.

 

No cóż…

 

Andrzej Ballo


#Facebook