Nieprecyzyjne zlecenie

Nieprecyzyjne zlecenie – To jedno z opowiadań Brunona Wioski z tomu “Niesamowite i erotyczne przygody niejakiego Kowalika”.

Bruno ma niesamowicie lekkie i dowcipne pióro i uwielbiam jego prozę. “Nieprecyzyjne zlecenie” to następne z opowiadań z jego nowowydanej książki, którą możecie kupić tutaj:

 

https://www.smashwords.com/books/view/720739?fbclid=IwAR0oSWStMBq-dqErZHt2OkDp0Adw0rXKoFBHP5XOpzdcod4u-FdifqmxlOM

 

 

 

Nieprecyzyjne zlecenie

 

 

 

 

Nieprecyzyjne zlecenie

– Wiesz co? – powiedziała Kowalikowa do swego męża. – Ten sąsiad z naprzeciwka, powiedział mi, że niedaleko, w
lesie jest kapliczka pod wezwaniem św. Józefa. Podobno, jest to cudowna kapliczka. Wszystko o co prosisz, spełni się.

 

– Ty w to wierzysz? – zapytał Kowalik z powątpiewaniem.

 

– No, nie wiem, takie ludzkie gadanie, ale na spacer piszę się chętnie, co nam szkodzi też tam zaglądnąć. Ty malujesz te twoje obrazki i nic nie sprzedajesz. Może poprosiłbyś świętego Józefa o jakąś pracę zleconą. A może spotkamy proboszcza i zamówi jakiś twój obraz do kościoła. Mielibyśmy trochę pieniędzy, można by coś kupić. Przydałaby mi się nowa sukienka, a i kuchnię przed Wielkanocą trzeba by pomalować – mówiła Kowalikowa, przyglądając się
krytycznie sufitowi. – Przynajmniej przejdziesz się trochę. Lekarz zalecił ci przecież ruch na świeżym powietrzu.

 

Dzień był cudowny. Kwietniowe słońce przygrzewało przyjemnie, a w lesie pachniało żywicą. Spacerowali wolno, zachwycając się wiosną i leśną wonią. Bez trudu odnaleźli maleńką kapliczkę. Rozmarzeni weszli do środka.

 

Wewnątrz, na jednej ze ścian, oświetlonej różnokolorowym światłem witrażu, można było dostrzec wiele różnych tabliczek, z podziękowaniami dla świętego Józefa. Na kracie oddzielającej ołtarz od reszty kapliczki, wisiały różańce,
medaliony i kwiaty. Przed ołtarzem na kutym, specjalnym stojaku, paliły się świece i znicze. Kowalikowie zapalili swoje znicze i modlili się po cichu. Po chwili weseli, jakby oczyszczeni z ciężkich grzechów, zbliżali się w milczeniu do domu.

 

Nagle Kowalikowa stanęła jak wryta, chwytając Kowalika za ramię. Stała z wyciągniętą ręką i otwierała bezdźwięcznie usta, nie mogąc wydobyć słowa. Kowalik spojrzał w kierunku wyciągniętej ręki. Wokół ich domu, po ziemi, snuła się mgła, zakrywając budynek aż do połowy parteru.

 

– Jezus Maryja Jasnogórska, cud. Patrz! Dom unosi się w powietrze! Zupełnie jak klasztor jasnogórski w czasie potopu.

 

Z uchylonego okna kuchni wyciekała ciężka, opadająca na ziemię, biała, gęsta mgła. Kłęby białego dymu powoli podnosiły się i po chwili zakryły cały dom. Kowalik biegiem wpadł do środka. Po krótkiej chwili znalazł się w oparach gęstego gryzącego smogu. Z wyciągniętą ręką po omacku, doszedł do okna. Otworzył je na oścież.

 

Ogromne tumany duszącego dymu uchodziły przez otwarte szeroko okno. Dopiero po chwili zauważył na kuchni rozpalony do czerwoności garnek. Spod pokrywki unosiły się ciężkie, białe kłęby. Pootwierał pozostałe okna oraz drzwi, wyrzucił garnek za okno i wybiegł, kaszląc i kichając, na podwórko, które wkrótce prawie całe pochłonęła zawiesista chmura dymu.

 

– Mięso się spaliło – powiedziała Kowalikowa. – Zapomniałam przed wyjściem wyłączyć piec.

 

Jeszcze długo, przez otwarte okna, uchodziły gryzące w oczy wyziewy. Gdy wszystko się rozwiało, w ścianach i meblach został zapach spalenizny. Ściany kuchni był mokre od cuchnących, tłustych oparów spalonego mięsa.

 

– Wiesz co? – po chwili Kowalik powiedział filozoficznie. – Święty Józef, okazał się bardzo mocnym świętym. Nie przypuszczałem, że tak szybko wysłucha naszych próśb. Ja mam teraz pracę, a ty będziesz miała na Święta Wielkanocne pomalowaną kuchnię. Tylko pieniądze na farby trzeba będzie wziąć z oszczędności przeznaczonych na urlop, a i sukienkę będziesz musiała kupić sobie nową, bo z tej, co teraz masz na sobie, to zapachy chyba nigdy nie wyjdą.

 

A w przyszłości, jeżeli będziemy prosić o coś św. Józefa, to musimy bardzo dokładnie sprecyzować nasze prośby. Józef, pomimo że był świętym, był przecież prostym cieślą, a cieśle lubią precyzję. Ale mimo wszystko, nie należy wątpić w moc świętych – powiedział Kowalik, lecz już tak cicho, że Kowalikowa nie mogła tego słyszeć.


#cud