Copacabana

Copacabana – To jedno z opowiadań Brunona Wioski z tomu “Niesamowite i erotyczne przygody niejakiego Kowalika”.

Bruno ma niesamowicie lekkie i dowcipne pióro i uwielbiam jego prozę. “Copacabana” to następne z opowiadań z jego nowowydanej książki, którą możecie kupić tutaj:

 

https://www.smashwords.com/books/view/720739?fbclid=IwAR0oSWStMBq-dqErZHt2OkDp0Adw0rXKoFBHP5XOpzdcod4u-FdifqmxlOM

 

 

 

 

Copacabana

 

 

 

 

 

Copacabana

– Dzisiaj jest dobra widoczność, Kowalik. Patrz, jak wspaniale widać wyspę, tę tam, na horyzoncie. Wczoraj ledwo rysowała się, a dzisiaj widać nawet palmy.

 

– A widzisz, tuż obok ukazała się jeszcze inna, której wczoraj zupełnie nie było.

 

– Gdzie? Nie widzę!

 

– Tam, trochę w lewo od głowy cukru.

 

– Aha, faktycznie jest. Widać na niej małe wzniesienia.

 

– To nie wzniesienia, to palmy. Tylko odległość zmienia kolory, zieleń robi się błękitna – zwrócił uwagę Kowalik.

 

– Przepiękny widok. Dzisiaj jest wyjątkowo dobra widoczność. Tak jest zawsze, gdy w nocy leje, wiem to z doświadczenia. Oglądam to już od kilku lat.

 

– No tak, ty jesteś tutaj o wiele dłużej ode mnie – zwrócił uwagę Kowalik. Ja posiedzę tutaj najwyżej jeszcze tydzień. A ty?

 

– Ja, jeżeli wszystko się powiedzie, jak mówi moja żona, to jeszcze pół roku. Potem na stałe zamieszkam w Rio.

 

– Och, Rio. Rio, to wspaniałe miasto. Popatrz, jak z morza wyłania się głowa cukru, jak dominuje nad okolicą. To ona właściwie nadaje tak uroczy charakter tej okolicy. Ona powoduje, że Rio jest inne od innych miast plażowych świata. Zauważyłeś, że nie widać prawie żadnego hotelu?

 

– Ale za to dzisiaj są wspaniałe fale. Widzisz ile surfingerów i żeglarzy pływa dzisiaj?

 

– Tak zauważyłem to, ale ja patrzę na tę leżącą dziewczynę. Nie wydaje ci się, że leży na innym boku niż wczoraj? Wiesz, chyba tak. Czekaj no… No jasne, wczoraj leżała… zobacz, ona na nas patrzy!

 

– Tak, wyraźnie ma skręconą głowę w naszą stronę.

 

– Szkoda, że nie możemy popływać. Teraz cicho, zbliża się nasza grupa, znowu będą nam docinać.

 

– No, na szczęście poszli sobie, są już daleko. Zobacz – Chrystus na pomniku jakby się pochylał. Dzisiaj, jakoś ma
bardzo długie ręce. Wyciąga je jak gdyby miał zamiar wzbić się do lotu i poszybować w przestworza.

 

– Pięknie byłoby móc wzbić się teraz w górę, poszybować nad Rio, nad zatoką i krążyć swobodnie jak ptak, wdychać powietrze przepojone zapachem egzotycznych kwiatów, rozbryzganej wody morskiej. Ej, wolność – ale my i tak mamy lepiej od innych z naszej grupy. My, w odróżnieniu od reszty, jesteśmy wolni.

 

– Tak, gdy się zrozumie konieczność, jest się najwolniejszym człowiekiem na świecie – filozoficznie dodał Kowalik.

 

– Co oni mają z tego ciągłego chodzenia. Chodzą i chodzą, jedzą i śpią, i chodzą. Co oni przeżywają. Przecież to ślepcy.

 

– Cicho, idzie ku nam ten stary strażnik.

 

– Ej, wy dwaj. Przyglądam wam się już od kilku dni. Jeżeli nie chcecie chodzić jak inni, to dostaniecie jutro wiadra z farbą i zamalujecie te zacieki na ścianie, w którą wlepiacie wasze gały przez całe dni. Mur ma być biały jak piasek w Copacabanie. Tu jest więzienie, a nie plaża, by tak ciągle się wylegiwać i gapić na ten zasrany mur. Co wy tam knujecie? Zachciewa wam się wolności?


#Wolność