Atrapa Teatru

Atrapa Teatru – O chamskim kabarecie, który udaje teatr progresywny. „Ale z naszymi umarłymi” w “reżyserii” Marcina Libera z Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.

Marcin Liber to jeden z pupilków Mafii Teatralnej, zwanej także pieszczotliwie Spółdzielnią Teatralną. Wykorzystuje ten fakt, pokrywając swój kompletny brak umiejętności zawodowych, poprawnością wobec obowiązującej jednej jedynie słusznej ideologi i jednej jedynie słusznej estetyki, za co jest wychwalany przez skorumpowanych recenzentów, którzy lgną do Mafii.
W kieleckim teatrze Żeromskiego, który dzięki łaszeniem się jego dyrektora, Michała Kotańskiego, do tejże Spółdzielni, stał się jednym z najgorszych teatrów w Polsce, iluzjonista Liber, zmontował nie lada sztuczkę; jest to atrapa teatru, która w istocie jest najniższych lotów kabaretem.

 

 

 

Atrapa Teatru

 

 

 

 

Atrapa Teatru

Diaboliczny wrzask w kieleckim teatrze

„Ale z naszymi umarłymi” Jacka Dehnela w reż. Marcina Libera z Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach na 43. Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Pisze Sylwia Krasnodębska w „Gazecie Polskiej Codziennie”.

 

W zadymionej sali, przy agresywnej muzyce na żywo i mrocznym świetle, postać stylizowana na biskupa z trupią czachą na krzyżu w miejscu Chrystusa, wykrzykuje złowrogo nazwę naszego kraju w różnych językach. Poniżej stoi rząd prawdziwych krzyży z wizerunkami Jezusa. Z pewnością nieprzypadkowo krzyże ustawione są pod stopami demonicznej postaci. Czy to jeszcze spektakl teatralny, czy już fragment jakiegoś obrzędu satanistycznego? Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach wystawił ponownie „Ale z naszymi umarłymi” w reż. Marcina Libera.

 

Opisana scena robi wrażenie. Precyzja użycia dostępnych środków teatralnych nie pozostawia wątpliwości, że spektakl został przygotowany profesjonalnie. Ale też opisana demoniczna scena z jednej strony przeraża, a z drugiej dziwi. Nie pasuje do konwencji spektaklu, która zdaje się być głównie szyderą ze wszystkiego, co może kojarzyć się z Polską. Humor błyskotliwy miesza się z żenującym. Realne dylematy giną w niewybrednej kpinie. Para realizacyjna idzie w gwizdek. Bo finalnie czujemy się jak w chamskim kabarecie, który ma wywołać rechot. Tylko bez odpowiedzi pozostaje pytanie, dlaczego w tej kpinie z polskich przywar oraz szydery z niezaprzeczalnych wartości użyto prawie dwudziestu krzyży z wizerunkami Chrystusa i obrazu z Matką Boską Częstochowską? Dlaczego roi się od wątków religijnych i słów skierowanych przez udającego księdza aktora: „Umiłowani w Chrystusie”? Aktorzy pojawiają się w teatrze z ekwipunkiem, którego nie powstydziłaby się niejedna pielgrzymia. Zamiary nie są czyste – niejedna scena ucieszyłaby niejednego satanistę. Niezrozumiałe pozostaje, dlaczego użyto tylu symboli religijnych do komedyjki. Skąd tyle demonicznych akcentów w teatralnym kabarecie?

 

Liber opowiada o swojej wizji Polski, czyli o „narodowym zombializmie”. My, Polacy, jesteśmy jak zombie – podgryzamy tych, których nie lubimy. Początkowo obcokrajowców, ale wkrótce również siebie nawzajem. Gdy na jednym z polskich cmentarzy pustoszeją groby, rozpoczyna się panika. Polska jest krajem, w którym nie tylko ciężko się żyje, lecz także po śmierci nie jest najlepiej. Wkrótce jednak okazuje się, że to nie złodzieje powykradali ciała, lecz one same, w postaci zombie, wyszły na ulice. Między komediowymi scenami nawiązującymi do czasów pandemii i politycznych żartów, sprzedawana jest mało wyszukana i jeszcze mniej kulturalna kpina. Świat zombie to „prawdziwe państwo podziemne”, „zombie robią rozpierduchę na Wawelu” (niektórzy dopatrują się tu uderzenia w parę prezydencką) i „stękają »Barkę« pod oknem papieskim”. I choć to róża do kożucha, musi się obowiązkowo pojawić para homoseksualistów chcących oczywiście wyjechać z Polski.

 

Teatralna apokalipsa ma przypominać kinowe klasyki z zombie w rolach głównych. I wizualnie to się w dużej mierze udaje, a aktorski zespół z Kielc dźwiga wyzwanie warsztatowo bardzo profesjonalnie. Posadzenie publiczności na scenie i granie spektaklu na widowni jest bardzo ożywczym zabiegiem. Teatralni twórcy brawurowo idą udanymi kalkami kina gatunku „żywych trupów”. Tylko w żadnym filmie o zombie nie było do tej pory tylu elementów religii chrześcijańskiej i tylu prób ich deprecjonowania i wykrzywiania. Żarty wywołują konsternację, gdy aktorzy „zdają się na Ducha Świętego”. Artyści śmieją się z dziennikarzy, że „atrapą języka opowiadają o atrapie świata”. Tylko czy wrzaskiem i drwiną sami nie tworzą atrapy teatru?

 

 Sylwia Krasnodębska

 

https://e-teatr.pl/diaboliczny-wrzask-w-kieleckim-teatrze-37811


#Teatr #MarcinLiber #TeatrŻeromskiego #Kielce