Aktor powinien określić się na nowo

Aktor powinien określić się na nowo – Aktorzy są kompletnie bezradni wobec postępującego rozkładu współczesnej dramaturgi.

Józef Jasielski, jak zwykle, bezpardonowo rozprawia się z narastającym wokół nas bełkotem intelektualnym, prawionym przez, pożal się Boże, tzw. “dramaturgów”, i bezradnych reżyserów, pozbawionych podstawowego warsztatu reżyserskiego. Skupia się jednak na aktorze, który całkowicie nie przygotowany do “wymogów” dzisiejszego teatru performatywnego, gubi się i tonie w zalewającym nas teatralnym szambie. Jak twierdzi Józef, żeby nie zginąć, aktor powinien określić się na nowo.

 

 

 

Aktor powinien określić się na nowo

 

 

 

 

Aktor powinien określić się na nowo

* BYĆ AKTOREM… *

Nie wdając się w szczegóły, nie sposób nie zauważyć, że rozwój dramatu, od struktury zamkniętej-klasycznej do otwartej-nowoczesnej, sprawia, że obraz życiowej drogi bohatera coraz częściej bywa zastępowany… biologicznymi rytmami życia; że fabuła przeobraziła się w “gry, reguły i rytuały”; że postaci zredukowano do stereotypów i personifikacji; że zamiast akcji mamy jakieś czynności-zagadki; że finałowe rozwiązanie ustąpiło miejsca cyklicznym powtórzeniom / “refrenom” / przy częstym braku zakończenia, a przyczynowość została wyparta przez determinizm, przypadek, czy jakieś “widzi-mi-się”…

 

Że wobec słabości współczesnego dramatu, który skończył się na Różewiczu i Mrożku w Polsce, a na Beckecie w świecie, reżyserzy posiłkują się “scenariuszami” na bazie klasycznych dramatów, co świadczy nie tylko o ich upodobaniach i modzie, ale także o słabościach literatury dramatycznej / dlatego Wyspiański jawi się pod postacią pantomimy uprawianej przez surrealistyczne gnomy /.

 

Jesteśmy w punkcie granicznym, jako że mamy do czynienia z eliminacją rozumowego i logicznego działania ludzi-postaci i prawie zupełnym oderwaniem efektu teatralnego od fabuły dramatycznej. Wydaje się, że zaproponowany przez nowoczesnych dramaturgów model strukturalny i model postaci nie został właściwie “rozczytany” przez teatr i aktor traci szansę na wzbogacające doświadczenie / tzw. teatr absurdu nie wyszedł poza sezonową ciekawostkę / Nie pomaga w tym reżyser, zajęty poszukiwaniem efektownych współczesnych ekwiwalentów, stawiający na “aktora inscenizowanego”. Aktor zaś nie posiada określonych środków artystycznego wyrazu, żeby sprostać wymogom tego typu dramaturgii. Takiego Becketta nie da się tak po prostu – zagrać. Beckett sam w sobie, to nowy typ aktorstwa, którego trzeba się… nauczyć! Nie zastąpi tego uciekanie się do różnej maści deformacji, groteski czy nad-ekspresji emocjonalnej…

 

Ale prawdziwym dramatem dzisiejszego aktora jest to, że współczesny inscenizator nie potrzebuje już aktora wykształconego na literaturze; ćwiczonego na realistycznych scenkach w teatralnych szkołach… Coraz trudniej o płaszczyzną porozumienia między reżyserem a tak wykształconym aktorem / co widać w teatrze /. Zagubiły się słowa-klucze. Nastał język metafory, niedomówienia, jakiegoś nastroju na próbie, który ma doprowadzić do jakiegoś / bo nie wiemy / sensu czy efektu…

 

Trzymają się jeszcze dzielnie stare klasyczne bastiony siłą tradycji, przyzwyczajenia i inercji. Cóż, kiedy rozmywa się pojęcie “aktorstwa” i byle pyszałek bez talentu sięga swobodnie po tytuł aktora. Jeszcze trochę a teatr wróci do swych pierwocin: zabawy przy ognisku, wiecowania, publicznej błazenady…

 

Aktor, jeżeli ma przetrwać, powinien określić się na nowo. zawalczyć o twórczą autonomię i honor. Warto.

 

Józef Jasielski

 

https://www.facebook.com/Jasielski26Jozef/posts/pfbid02rsBkEzjcTc4voLCU5emod2d
SHgWf7TWyYPfUNtgt8GteVJk6mGnqQ8RqNDimhwUrl


#teatr