A komórka dzwoni

A komórka dzwoni – O bardzo udanej premierze Teatru Współczesnego w Warszawie, który wciąż bohatersko stoi w obronie dobrego teatru!

Bardzo podziwiam dyrektora Macieja Englerta za to, że ciągle się nie poddaje naciskowi mainstreamu, zalewającego rynek teatralny totalną amatorszczyzną i zwykłym chłamem i dzielnie broni dobrego teatru opartego na pierwszorzędnym warsztacie reżyserskim i aktorskim z szacunkiem odnoszącym się do autora i widza.
Jego spektakl “A komórka dzwoni” właśnie takim jest i polecam go gorąco każdemu widzowi kochającemu dobry teatr.

 

Pan Rafał Turowski w swojej recenzji stwierdza, że taki teatr jest obecnie czymś niedzisiejszym i powoli odchodzi.

 

Ja jestem jednak przekonany o tym, że to, co się dzieje obecnie na polskiej mapie teatralnej jest zjawiskiem przejściowym, że teatr, który bronił się przed różnymi wpływami przez tysiąclecia, znowu obroni się przed tymi barbarzyńcami kultury sam i że w końcu także do Polski powróci wspaniały, klasyczny teatr.

 

A bycie dzisiaj w Polsce twórcą klasycznego teatru, jest równoznaczne z tym, że jest się w awangardzie bo taki teatr jest rzadkością i żeby go robić, trzeba mieć nie lada odwagę.

 

Recenzja pana Turowskiego pod obrazkiem.

 

 

 

A komórka dzwoni

 

 

 

 

A komórka dzwoni

„A komórka dzwoni” Sarah Ruhl w reż. Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na swojej stronie.

 

Oryginalny tytuł Dead Man’s Cell Phone traktuje wprost o prologu: na kawiarnianym stoliku dzwoni komórka, której Gordon nie odbiera. Jean siedząca obok jest tym faktem zirytowana, odkrywa po chwili – to napisać mogę – że Gordon nie żyje. Jean zostaje „opiekunką” telefonu nieboszczyka, i poniekąd – pamięci o nim, którą zdarza się jej podkoloryzować. Dlaczego? Oboje się w końcu jakby spotkają, co będą mieli sobie do powiedzenia?

 

Wyszedłem z teatru z poczuciem, że próbowano powiedzieć mi coś ważnego, np. to, że nie wszystko na tym i tamtym świecie rozumiemy, że czasem zakochujemy się w kimś/czymś, kto/co na to zupełnie nie zasługuje. Że każdy przezywa żałobę na swój sposób i nikomu nic do tego. Że – wreszcie – są wciąż na świecie ludzie, których sygnał telefonu komórkowego, i sam fakt istnienia takiego urządzenia, doprowadza do rozmaitych granic.

 

Barbara Wypych zagrała Jean w punkt, inaczej – niż w tej powiedzmy manierze – zagrać się tej bardzo trudnej roli nie dało. Monolog Gordona – Mateusza Króla – jest jedną z najlepszych scen, jakie można zobaczyć teraz w teatrze, a Rafał Zawierucha dał swojemu w sumie epizodycznemu bohaterowi coś bardzo ludzkiego i rozczulającego.

 

Wyszedłem wreszcie ze Współczesnego także z dość gorzką pewnością, że takiego teatru już prawie nie ma, że odchodzi, jak ten Król w Ceremoniach; że uczestniczyłem w czymś (absolutnie oczywiście celowo) niedzisiejszym.

 

I bardzo mi się ta niedzisiejszość podobała.

Rafał Turowski

 

https://e-teatr.pl/a-dzwoni-29723


#Teatr