5 straconych lat Teatru Osterwy

5 straconych lat Teatru Osterwy – Nominacja Pana Redbada Klynstrę-Komarnickiego na 5 lat dyrektorowania Osterwie jest totalną masakrą.

Bardzo mnie smuci, że piszę te słowa, ale Teatr Osterwy w Lublinie i lubelskich widzów teatralnych, tak stęsknionych dobrego teatru, czeka następne 5 straconych lat.

 

 

 

5 straconych lat Teatru Osterwy

 

 

 

 

5 straconych lat Teatru Osterwy

Kiedy jakiś rok temu powierzono panu Redbadowi Klynstrze-Komarnickiemu p.o. dyrektora Teatru Osterwy, większość zespołu czekała na to jak kania dżdżu.

 

Po 4 katastrofalnych latach dyrekcji pani Ignatjew, podczas których teatr stracił koło 40% swojej widowni, wszyscy myśleli, że w końcu z nadejściem Pana Klynstry, zostaną ukrócone krzykliwe rządy małej, ale hałaśliwej grupy spod znaku spółdzielni teatralnej i do teatru wrócą dobre sztuki w reżyserii dobrych reżyserów, bez masakrowania klasyków sflaczałymi piórami tak zwanych dramaturgów, bez reżyserów nudziarzy, pozbawionych fundamentalnych podwalin warsztatu reżyserskiego, za to doskonale maskujących się za świecami dymnymi takimi, jak teatr polityczny, niby-zaangażowany, dekonstrukcyjny i pozbawiony wszystkich tych słów wytrychów, które jedynie służą temu, żeby zamaskować brak kompetencji dyrektora, reżyserów, a czasem nawet i aktorów.

 

Po wiadomości, że pan Klynstra-Komarnicki od 1 września objął teatr bez konkursu na kolejne 5 sezonów i po roku pełnienia przezeń dyrekcji, można już z pewnością powiedzieć, że niestety, ale nic takiego w Lublinie się nie stało i nie stanie.

 

Nadrzędnym mottem pana Redbada, który tak znakomicie pyskował na Pudelkach, okazało się być, wcale nie zadbanie o powrót dobrego teatru, lecz wprowadzenie doktryny Zwinogrodzkiej: czyli niech będzie jakkolwiek, byleby było cicho.

 

Zamiast rozprawić się z arogancką grupą byłych faworytów poprzedniej dyrekcji, pan Klynstra najpierw oddał im radę artystyczną, a potem zaczął pod ich presją kontynuować fatalny repertuar pani Ignatjew i żadne tam pojedyncze premiery jakiejś farsy (z resztą też w obsadzie faworytów pani Igatjew), albo jakiegoś wyświechtanego hitu sprzed ponad 10 lat w reżyserii arcynudziarza polskiej sceny, pana Pasiecznego, sprawy nie uratują.

 

Pan Redbad został przysłany w teczce pani Zwiniogrodzkiej, żeby tylko i wyłącznie zaprowadzić spokój i cieszę w teatrze, nawet kosztem tego, że będzie kontynuował repertuar spółdzielni teatralnej.

 

Albo, jak słusznie zauważył pan Konrad Rękas; “Bo to było idiotyczne. zamiast dać mu placet od razu – to go skołowali o co właściwie ma zabiegać: o “spokój” za wszelką cenę, czyli ugodę że spółdzielnią, czy jednak o jakąś pozytywną zmianę w Osterwie.
Pamiętajmy, że to już kolejna kadencja i koalicja, w której politycy z kultury – to najbardziej lubią cyrk i dziennik telewizyjny.
Oni po prostu nie chcą mieć artykułów, donosów, żadnych wieści z tych durnych jednostek.
Rzecz jasna poza darmowymi zaproszeniami, które dają sekretarkom.
To jak w sumie można się nie dopasować?”

 

Cóż, a ja twierdzę, że kompletnie bez sensu było w takim razie było zmieniać dyrekcję, bo donosy i raban za chwilę zaczną się od nowa.

 

Wiem skądinąd, że większa część zespołu czuje się kompletnie oszukana i przepełniona goryczą, postawą nowego pana dyrektora i jestem pewien, że tym, którzy mieli jeszcze jakieś płonne nadzieje, że może na miejsce pana Klynstry przyjdzie jakiś dyrektor z kręgosłupem, teraz, kiedy wiedzą, że znowu teatr czeka pięć straconych lat znowu zacznie w nich kipieć gniew i w zespole niedługo znowu zacznie wrzeć.

 

Powiada się niestety w Lublinie, że jedyną zmianę, jak przyniósł ze sobą z Warszawy pan Klynstra-Komarnicki, jest zarządzanie w stylu korpo, a to nie powinno w ogóle mieć miejsce w teatrze.

 

Szkoda zatem, że odwaga Pana Redbada okazała się jedynie wystarczać do medialnych pyskówek i że kiedy przyszło zmierzyć się z rzeczywistością, pan Klynstra okazał się być zwykłym tchórzem, albo co może jeszcze gorsza najgorszego sortu koniunkturalistą.


#teatr